Klątwa liczby 13 i rytuały przedwyścigowe: dlaczego kierowcy F1 wybierają swoje szanse

30

Pewność siebie w sportach motorowych to coś więcej niż tylko nastawienie. Jest to warunek przetrwania. Dotyczy to zarówno tych zapinanych w kokpicie z włókna węglowego, jak i tych chwytających kierownicę na dwóch kołach. Nawet zawodnicy, którzy publicznie odrzucają przesądy, przyznają, że potrzebują kotwic. Danica Patrick powiedziała kiedyś, że nie wierzy w szczęście. Miała jednak rytuały uspokajające nerwy przed wyścigiem. Stawka jest tak wysoka, że ​​nikt nie chce ryzykować losu.

Przesądy w wyścigach wykraczają poza indywidualne dziwactwa. Stały się niepisanymi zasadami, których przestrzegają fani. Widzowie szukają znaków. Boją się tych samych złych znaków, co zawodnicy.

Przejście na stałe numery w Formule 1

Przez lata zawodnicy NASCAR i MotoGP utrzymywali stałą liczbę zawodników. Formuła 1 była inna. Jeźdźcy zmieniali numery co roku w zależności od ich miejsca w mistrzostwach. Mistrz otrzymał numer 1. Reszta poszła w kolejności. System ten stworzył obracający się okrąg liczb.

Wszystko zmieniło się w 2014 roku. Formuła 1 pozwoliła kierowcom wybierać stałe numery na całą karierę. Decyzja ta wywołała natychmiastowe poruszenie. Zawodnicy rzucili się, aby ubiegać się o swoje szczęśliwe liczby. Niektórzy publicznie wyjaśniali swój wybór. Potwierdziło to, że na polu startowym wciąż żywe są przesądy.

“Nie chodzi tylko o unikanie niepowodzeń. Niektórzy zawodnicy uważają, że istnieją sposoby na przyciągnięcie szczęścia.”

Dlaczego zawodnicy wybierają określone liczby

Nie wszystkie liczby są równe. Niektóre liczby opowiadają historię. Inne to waga. Jeźdźcy analizują każdą opcję. Unikają liczb kojarzących się z porażką. Dążą do liczb, które obiecują zwycięstwo. Wybór odzwierciedla osobiste przekonania. Odzwierciedla także strategię konkurencyjną.

Rytuały przed wyścigiem: od sypialni po stadionowe zaplecze gastronomiczne

Jak zawodnicy spędzają ostatnie godziny przed wyścigiem? Niektórzy dzielą się swoimi zwyczajami. Inni milczą. Rozmowa daje przewagę rywalom. Rywal może zakłócić rutynę. Cisza chroni przewagę.

Rytuały są bardzo zróżnicowane. Niektóre są oczywiste. Inni kwestionują pochodzenie. Przyglądamy się przesądom, które kształtują strategię dnia wyścigu. Obejmują one zarówno nawyki w sypialni, jak i zachowania w strefach gastronomicznych na stadionach.

10: Ubieranie się

Jeden z powszechnych rytuałów związany jest z ubraniem. Sposób ubierania się zawodnika ma znaczenie. Mogą być wymagane określone elementy. Inne są zabronione. Wybór materiału, koloru lub kroju może mieć wpływ na wyniki. Niektórzy zawodnicy noszą szczęśliwe skarpetki. Inni unikają niektórych marek. Szczegóły wydają się nieistotne. Ale dla konkretnej osoby mają one ogromne znaczenie.

Liczba 13 często powoduje wahania. Niektórzy jeźdźcy całkowicie tego unikają. Inni uważają to za symbol wyzwania. Wybór ujawnia więcej niż tylko preferencje. Odkrywa psychologię. W sporcie, w którym milisekundy decydują o zwycięstwie, najważniejsza jest psychologia.

Fani podążają za tymi sygnałami. Interpretują każdy gest. Pojawia się talizman. Nosi się określony kolor. Tłum to zauważa. Atmosfera się zmienia. Przesądy zapuszczają korzenie.

To dopiero początek. Lista rytuałów jest długa. Niektóre z nich są praktyczne. Większość tego nie robi. Ale w wyścigach wiara określa prędkość.

Dlaczego prawa strona dyktuje zasady w dniu wyścigu

Większość z nas zakłada ubrania bez zastanowienia. Wyścigi? Nie bardzo. Dla niektórych profesjonalistów kolejność ubierania się to nie tylko rutyna, ale rytuał określający ich występy na polu golfowym. Brian Scott otwarcie mówił o tej funkcji. Nazywa to przesądem, którego nauczył się od innych kierowców: prawa strona ciała przynosi całe szczęście.

Proces jest przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. Najpierw bokserki (rękawiczki), potem spodnie. Skarpetki podążają za nimi. Rękawy koszuli zakłada się najpierw na prawą, potem na lewą rękę. Rękawiczki zakłada się na końcu: najpierw na prawą rękę, a dopiero potem próbuje się w ogóle założyć na lewą. To trudna sekwencja. Inni zawodnicy nie akceptują zasady „najpierw prawa strona”, ale przyznają, że mają ścisły rytuał ubierania się. Nie jest to cecha charakterystyczna tylko dla NASCAR. Valentino Rossi z MotoGP przed każdym wyścigiem podąża dokładnie tym samym schematem.

Gdy zaczniesz dzień z przesądnym nastawieniem, nawyk się zakorzeni. Temat ten często przenika resztę porannej rutyny. Weźmy na przykład golenie. Niektórzy zawodnicy odmawiają golenia się w dniu wyścigu. To jest mały szczegół. Może się to wydawać nieistotne. Jednak w sporcie motorowym, gdzie liczą się ułamki sekund, każdy czynnik podlega dokładnej analizie.

9: Niedopasowane buty

Historia Alexa Wurtza jest w boksie legendarna. Austriacki zawodnik stał się twarzą zjawiska niedopasowanych butów. To dziwactwo nie wszędzie się przyjęło. Większość zawodników trzyma się tradycji. Wurtz udowodnił, że komfort i chaos mogą współistnieć.

“To rytuał. Przynosi szczęście. Nie zadajemy pytań.”

Dokładne pochodzenie tego przesądu pozostaje tajemnicą. Nie znajdziesz instrukcji wyjaśniającej dlaczego tak jest. Ale efekt jest oczywisty. Niektórzy jeźdźcy czują się lepiej. Inni mają wrażenie, że jeżdżą szybciej. Reszta peletonu tylko patrzy.

Poza podeszwami

Wurtz nie był sam. Trend miał swoje odmiany. Stefano Modena poszedł dalej. Nosił niedopasowane skarpetki. Następnie założył rękawicę na lewą stronę. Jazda z rękawiczką na lewą stronę brzmi bolesnie. Zdecydowanie wydaje się to restrykcyjne.

Przesądy są często kosztowne. Kiedy rytuał powoduje fizyczny dyskomfort, logika się załamuje. Po co wybierać niedogodności dla szansy na wygraną? Granica między szczęściem a samosabotażem jest cienka.

8: Talizmany na szczęście

Kierowcy rozmawiają ze swoimi samochodami. Nie w sensie przenośnym. Dosłownie. Brzmi to szalenie, dopóki nie spędzisz pół dnia na słuchaniu dźwięku telemetrycznego lub oglądaniu materiału z parkingu. Ferrari czy Mercedes to nie tylko zbiór włókien węglowych i silników. To jest partner. Kapryśny.

To zachowanie nie jest nowe. Dzieje się tak od początków Grand Prix. Kiedy stawką jest życie lub śmierć, rutyna staje się rytuałem. A rytuały obejmują rozmowy.

7: Porozmawiaj z samochodem

Można by pomyśleć, że to po prostu dziwactwo wynikające z nudy podczas długich odcinków wyścigu. To jest błędne. To jest wsparcie psychologiczne.

Wyobraź sobie całkowitą samotność w kokpicie. Minuty bez ruchu radiowego. Tylko ryk silnika i wibracje podwozia. Ludzki mózg potrzebuje zewnętrznej stymulacji. Cisza rodzi niepokój. Zatem zawodnicy wypełniają pustkę. Chwalą samochód. Przeklinają ją. Targuj się z nią.

„Dzisiaj czuje się dobrze.”
„Nie poddawaj się jeszcze”.

To nie są przypadkowe mamrotania. To są stwierdzenia.

Tadzio Nuvolari nie tylko nosił odznakę żółwia na szczęście. Animował swoją technikę. Dla niego maszyna miała duszę. Jeśli będziesz traktował ją z szacunkiem, ona cię wynagrodzi. To podejście jest kontynuowane do dziś. Współcześni kierowcy, tacy jak Sebastian Vettel, przyznają, że rozmawiają ze swoimi samochodami przed rozpoczęciem sesji. Nie jest to przesąd w tradycyjnym sensie. To jest przygotowanie.

Pomyśl o tym. Nie rozmawiałbyś z koniem tak, jak rozmawiałbyś z łopatą. Ale samochodem Formuły 1? Reaguje na energię. Biegacze o tym wiedzą. Czerpią z tego siłę. Kiedy samochód zachowuje się przewidywalnie, dialog jest pozytywny. Kiedy się ślizga, ton się zmienia. To jest pętla sprzężenia zwrotnego.

Inni zawodnicy chowają szczęśliwe monety w kieszeniach. Stopy królika. Zdjęcia rodzinne. Ale rozmowa z samochodem? To intymne. To zaciera granicę między człowiekiem a maszyną. W sporcie, w którym milisekundy decydują o karierze, to połączenie ma kluczowe znaczenie.

Dlaczego to robią? Ponieważ kontrola jest iluzją. Trasa jest nieprzewidywalna. Pogoda się zmienia. Opony się zużywają. Jedyną stałą jest konfiguracja jeźdźca. Rozmowa z samochodem pomaga utrzymać równowagę w tym sposobie myślenia. Zamienia zimny kawałek inżynierii w partnera.

A kiedy samochód w końcu zaczyna pewnie trzymać się toru? To nie tylko fizyka. To jest zgoda.

Niektórzy kierowcy modlą się do silnika. Inni negocjują z nim. To dziwny, intymny rytuał, który zwykle odbywa się za zamkniętymi drzwiami garażowymi. Ale dla legendy MotoGP Valentino Rossiego stało się to częścią występu. Nie tylko wsiadł na motocykl. Uklęknął obok niego. Nie spędził tych ostatnich sekund przed zapaleniem się zielonego światła na rozgrzewaniu się lub sprawdzaniu lusterek. Rossi używał ich do rozmowy ze swoim motocyklem. To był trening mentalny. Sposób na dostrojenie się do samochodu przed chaosem na torze.

Krążą pogłoski, że inni profesjonaliści robią to samo. Może po prostu są bardziej zamknięci w tej kwestii. Być może nie chcą, aby przesąd stał się memem. Ale pomysł jest prosty. Jeśli Twoja kariera opiera się na niezawodności i wydajności maszyny dwukołowej, traktujesz ją z szacunkiem. Prawie jak partner.

Na drugim końcu spektrum znajduje się całkowity brak szacunku. Po prostu świętowanie. Albo odwrócenie uwagi. Przynajmniej takie wrażenie odnosi współwłaściciel zespołu IndyCar, Michael Andetti. Na filmie tańczy. Cygaro zwisa z jego ust. To nie jest uroczyste. To nie jest duchowe. To po prostu zabawa. A może jest to sposób na zapanowanie nad nerwami w obliczu czystego absurdu.

Dlaczego zawodnicy wchodzą do samochodu z określonego kierunku?

Nie wszyscy rozmawiają ze swoimi samochodami. Niektórzy ludzie po prostu wybrednie wybierają, po której stronie siedzą.

To wydaje się banalne. Kogo obchodzi, czy otworzysz drzwi po lewej, czy po prawej stronie? Ale w sporcie motorowym szczegóły mają znaczenie. Przesądy są dużym ciężarem. Nosisz to ze sobą. Jeden mały nawyk może stać się niewzruszoną zasadą. Jeśli nie wejdziesz od lewej strony, nie bierzesz udziału w wyścigu. To proste.

To nie ma nic wspólnego z aerodynamiką. Tu nie chodzi o rozkład masy. To jest psychologia. Kierowca mógł odnieść swoje pierwsze zwycięstwo wjeżdżając z prawej strony. Dlatego zawsze to robi. Nawet jeśli jest to niewygodne. Nawet jeśli zespół jest temu przeciwny. Umysł to złożone miejsce. Trzyma się rytuałów, gdy stawka jest najwyższa.

Kolano Rossiego jest jedną z warstw tego zjawiska. Tańczący współwłaściciel jest inny. Ale cicha zasada wchodzenia od określonego kierunku? Jest to najcichsza i najbardziej uparta forma przesądu. Widać to wszędzie w grach na wysokie stawki. Ale w wyścigach, gdzie milisekundy robią różnicę, zastanawiasz się, ile z tego to umiejętności, a ile rytuał. Czy rytuał naprawdę pomaga? A może po prostu musisz zaufać, że to pomoże?

Istnieje cienka granica pomiędzy przygotowaniem a obsesją. A dla niektórych w ogóle nie istnieje.

Rytuał przy drzwiach

To podstawy psychologii behawioralnej. Próbujesz czegoś. To działa. Powtarzasz to w kółko. Powtarzaj to, aż zacznie wydawać się to magią. To właśnie leży u podstaw większości wyścigowych przesądów. Ale spójrz na logikę. Logicznym wyborem byłaby strona kierowcy. Jednak kilku weteranów Formuły 1 odmawia korzystania z niego.

Nico Hulkenberg i Mark Webber zawsze wspinali się do kokpitów po lewej stronie. Za każdym razem. Nie dlatego, że tak było wygodniej. Wierzyli po prostu, że przynosi szczęście. Juan Pablo Montoya poszedł jeszcze dalej. Nie tylko wszedł z tej samej strony, ale z taką samą precyzją zapiął pasy. Dzień treningowy czy dzień wyścigu? Ta sama rutyna. Te same kliknięcia. To samo napięcie pasów bezpieczeństwa.

Ta obsesja nie ogranicza się do samochodów. Spójrz na sporty motorowe. Jeźdźcy motocrossowi wybierają punkt wejścia. Valentino Rossi jest znany z tego, że jeździ motocyklem dokładnie w ten sam sposób. Na każdej trasie. Na każdym motocyklu. I oczywiście pierwszą rzeczą, którą robi, jest rozmowa z maszyną.

5: Numer 13

Klątwa 13: Jak zawodnicy pokonują pecha

Trzynastka to liczba powszechnie znienawidzona. W dołach jest jak duch. NASCAR dosłownie zmienia numerację garaży, aby żadna drużyna nie zajęła trzynastego miejsca. Nie chcą, żeby zła energia dosięgła ich samochodu. Jest to oczywiście przesądny nonsens, ale ma on głębokie korzenie. Liga złamała nawet własne zasady dotyczące Joe Weatherly’ego. Kiedyś zakwalifikował się do wyścigu jako trzynasty, ale NASCAR zmienił kolejność startu, aby umożliwić mu wjazd na tor z numerem 12a. Lepiej zabezpieczyć się niż żałować.

Formuła 1 również nie jest odporna na ten strach. Michael Schumacher uwielbiał liczby nieparzyste. Ale nie trzynaście. Kiedy jednak w sezonie 2014 Formuła 1 wprowadziła stałe numery dla wszystkich kierowców, przesądy zaczęły łamać. Wenezuelski pilot Pastor Maldonado spojrzał numerowi 13 w twarz i postanowił zaryzykować. Nie wzdrygnął się.

Wyścigi na dwóch kołach mają inny związek z tą klątwą. Przez długi czas motocykliści całkowicie unikali tej liczby. Potem kilka z nich zdecydowało się mimo to je założyć. American Motorcycle Association (AMA) nie narzuca konkretnych liczb, więc wybranie 13 jest pokazem siły. Sugeruje to, że nie wierzysz w los. Aby wytypować te liczby i wygrać, trzeba wykazać się dużą nieustraszonością. To może być jedyny sposób na przełamanie zaklęcia.

4: Rachunki 50-dolarowe

Wyścigi są drogie. Boleśnie drogie. Istnieje jednak szczególny powód, dla którego zawodnicy mają obsesję na punkcie znajdowania pięćdziesięciodolarowych banknotów w kaskach lub na podium. Wszystko zaczęło się od mitu. Plotka głosi, że znalezienie banknotu 50-dolarowego przynosi szczęście. Potem stało się to tradycją. A teraz to rytuał.

Zawodnicy sprawdzają swoje kaski przed każdym wyścigiem. Szukają zielonej kartki papieru. Jeśli go znajdą, zatrzymają go. Jeśli nie, patrzą jeszcze uważniej. Niektóre zespoły nawet celowo umieściły tam pieniądze. To sposób na kontrolowanie tego, co niekontrolowane. Nie możesz kontrolować wiatru. Nie możesz zapanować nad plamą oleju na trzecim zakręcie. Ale możesz kontrolować swoje szczęście.

To nie tylko przesąd. To jest psychologia. Kiedy jedziesz 200 mil na godzinę, potrzebujesz każdej szansy. Banknot staje się talizmanem. Przypomina Ci, że jesteś gotowy. Jakie masz szczęście? Że wszechświat jest po Twojej stronie.

Ale co, jeśli rachunek jest sfałszowany? A co, jeśli jest to banknot dwudziestodolarowy, który w słońcu wygląda jak banknot pięćdziesięciodolarowy? Rytuał upada. Zaufanie się waha. Tylko na sekundę.

Następnie włącza się zielone światło. I rachunek nie ma już żadnego znaczenia.

Prawdziwe szczęście polega na utrzymaniu się na nogach. Wszystko inne to tylko hałas.

Nawet nie zastanawiałbyś się dwa razy nad oddaniem pięćdziesięciodolarowego banknotu na stacji benzynowej. Większość ludzi nie wychodzi ze sklepu spożywczego bez wydania tej kwoty, nie mówiąc już o zarobieniu. Jednak dla kierowców NASCAR ta konkretna wartość niesie ze sobą tak ciężką klątwę, że od dziesięcioleci stała się częścią legend.

Wszystko zaczęło się od Joe Weatherly’ego. Dwukrotny mistrz NASCAR zmarł w 1964 roku, kiedy jego kariera i życie zakończyły się ognistą katastrofą. Zginął we wraku samochodu. Kiedy urzędnicy przeszukali jego kieszenie, znaleźli dwa banknoty 50-dolarowe. Związek był oczywisty. Przesądy potrafią wypełnić pustkę pozostawioną przez tragedię, a w NASCAR ta próżnia stała się zasadą: żadnych banknotów pięćdziesięciodolarowych.

Legenda utknęła. Czas mijał, jeźdźcy się zmieniali. Ale wstręt do „Granta” (jak żartobliwie nazywa się portret prezydenta na banknocie) nie zniknął. Dale Enarkt, sam Zastraszacz, był znany z tego, że rygorystycznie unikał tych rachunków. Jego śmierć w 2001 roku tylko wzmocniła strach. Jeśli Enarkt tego nie zrozumiał, ty? Prawdopodobnie nie. Ale po co ryzykować?

Sterling Marlin to kolejna nazwa, którą usłyszysz w tym kontekście. On też nie dotknie tego rachunku. W garażu przesąd żyje i ma się dobrze. To nie jest tak, że pięćdziesiąt dolarów to złe pieniądze. Rzecz w tym, że są to konkretne pieniądze.

Co więc powinien zrobić pasażer, jeśli musi zapłacić za paliwo lub pokój w hotelu? Rozbija kwotę. Pięćdziesiąt dolarów jest w porządku, pod warunkiem, że jest to dwadzieścia, dziesięć i dwie piątki. Nie ma problemu, jeśli są to cztery dziesiątki i kolejna dziesiątka. Tylko nie dawaj kasjerowi jednego świeżego banknotu pięćdziesięciodolarowego. Przekleństwo kryje się w wartości nominalnej, a nie w wartości.

Wydaje się to arbitralne. To wydaje się głupie. W końcu to NASCAR. Jednak w sporcie, w którym marginesy są niewielkie, a najważniejsza jest psychologia, zawodnicy trzymają się tych rytuałów. Kontrolują, co mogą. Nie mogą kontrolować pogody, warunków na torze ani swoich przeciwników. Ale mogą kontrolować swój portfel.

3: Konsumpcja niektórych pokarmów

Danica Patrick ściśle kontroluje swoją psychikę. Świadomie unika przesądów, postrzegając je jako mentalne pułapki, które istnieją tylko wtedy, gdy dasz im moc. Ale ona nie jest dogmatykiem. Opiera się na określonych pokarmach, które pomagają jej psychicznie dostosować się przed zieloną flagą. Jej wybór? Czyste i zdrowe paliwo. Chodzi o to, żeby zachować czujność, a nie o szczęście.

Jednak gdy już znajdą się w sieci, rytuały stają się coraz bardziej egzotyczne. Sterling Marlin nie tylko wygrał wyścig Daytona 500 w 1994 r. po zjedzeniu kanapki z Baltimore Bolonia. Uznał to za obowiązkowy rytuał przed startem. Stało się częścią jego wizerunku.

A potem jest Marcos Ambrose. Australijski zawodnik sprowadza Vegemite na linię startu. Ten słony, sfermentowany pasta drożdżowa jest istotną częścią jego posiłku przed wyścigiem.

Te przykłady jasno dowodzą jednego: wspólne tradycje są głęboko indywidualne. To, co działa dla jednego jeźdźca, jest bzdurą dla innego.

Tradycja z orzeszkami ziemnymi w łupinie

Orzeszki ziemne w łupinie. Brzmi prosto. To jest tanie. Jednak dla wielu rowerzystów jest to wyczuwalny punkt zaczepienia. Rozbijasz skorupę. Zjesz orzech. Czekasz.

Tu nie chodzi o odżywianie. Chodzi o koncentrację. Powtarzający się ruch sprawia, że ​​Twoje ręce są zajęte. Dzięki temu umysł ma czas na uspokojenie. Żadnych wymyślnych składników. Żadnych egzotycznych smarów. Po prostu przekąska wymagająca wysiłku.

Dlaczego zawracają sobie głowę skorupą? Ponieważ to Cię spowalnia. W sporcie wymagającym ułamka sekundy mentalne spowolnienie może być strategiczną zaletą. Zmuszasz się do istnienia w chwili obecnej, zamiast pędzić w przyszłość.

Niektórzy jeźdźcy to przysięgają. Inni przewracają oczami. Ale kiedy jesteś przywiązany do maszyny o masie 3400 funtów, która może jechać z prędkością 200 mil na godzinę, warto spróbować wszystkiego, co pomoże Ci uziemić. Bolonia. Wegemit. Arachid. Nie ma znaczenia, co to jest. Ważne jest to, że działa to na Ciebie.

Tor nie dba o twoją dietę. Jej zależy tylko na twojej koncentracji. Jeśli kanapka pomoże ci poprawić nastrój, świetnie. Jeśli przekąska wymaga oczyszczenia, tym lepiej. Rytuał należy do Ciebie. Nikt inny nie powinien wam mówić, jak przygotować się do tej wojny.

Zakaz istnieje, choć jego logika nie jest oczywista. Zawodnicy i kapitanowie drużyn lubią wrzucać do ust łuskane orzeszki ziemne pomiędzy biegami treningowymi. Chrupią je z radością. Ale jeśli wniesiesz do pit lane surowe orzeszki ziemne w łupinach, zostaniesz ukarany. Jest to uniwersalna zasada obowiązująca we wszystkich dyscyplinach sportów motorowych. Na wielu autostradach punkty gastronomiczne przestały nawet sprzedawać orzeszki ziemne w łupinach. Jeśli jednak istnieje, kierowcy aktywnie zabraniają jego obecności w garażu.

Uważa się to za zły omen. Proste i jasne.

Według weryfikującego fakty serwisu Snopes, przesądy rozpowszechniły się w wyniku dwóch odrębnych wypadków, które miały miejsce w 1937 r. Pierwszy miał miejsce na torze Langhorne Speedway w Pensylwanii. Dwa samochody opuściły tor w odstępie kilku sekund. Widzowie zostali ranni lub zabici. Świadkowie twierdzili, że widzieli wśród gruzów łupiny orzeszków ziemnych. Oficjalne raporty nic na ten temat nie mówią.

Później tego samego roku na terenach targowych w Nashville miał miejsce masowy wypadek, w którym zginął jeden z kierowców. Zderzyło się cztery lub pięć samochodów. Po raz kolejny ludzie przysięgali, że widzieli pocisk wśród gruzów.

Przesąd ten prawdopodobnie pojawił się przed tymi konkretnymi wypadkami. Przed II wojną światową wyścigi często odbywały się na lokalnych terenach targowych. Orzeszki ziemne były tam popularną przekąską. Muszle dostały się wszędzie. Łatwo było go wnieść do samochodu. Jeśli zdarzył się wypadek, łatwo było zwalić winę na powłokę.

1: Kolor zielony

Przesądy na temat zielonego samochodu: dlaczego kierowcy się denerwują

Strach przed ekologicznymi samochodami nie jest niczym nowym. Pochodzi z 1920 roku. Prowadził Gaston Chevrolet. Ścigał się zielonym samochodem. Tego dnia zginął w wypadku. Jego brat Louis był jednym z założycieli Chevrolet Motors. Ten wypadek zmienił sposób, w jaki kierowcy myślą o tym konkretnym odcieniu. Popularność ekologicznych samochodów wyścigowych szybko spadła. British Racing Green zachowuje swój klasyczny status, ale tylko dla samochodów osobowych.

Większość zawodowych kierowców nie chce wsiadać za kierownicę ekologicznego samochodu. Oni się tego boją. Ale nie zawsze kontrolują wybór koloru nadwozia.

Prawdziwym problemem są tutaj pieniądze. Sponsoring napędza całą branżę wyścigową. Od tego zależy każdy typ samochodu. Korporacje chcą, aby ich marka była w centrum uwagi. Samochód to nie tylko samochód. To mobilna platforma reklamowa. Jeśli samochód nie zostanie pomalowany w barwach firmowych, sponsor otrzymuje mniejsze świadczenie. Nie osiągają dobrego zwrotu z inwestycji na torze.

Niektóre marki bez zastanowienia wybrały kolor zielony. Nie wzięli pod uwagę stanu nerwowego kierowców. Potem nadeszły lata 80. Nastąpiła zmiana w NASCAR. Skoal jest sponsorem samochodów odnoszących duże sukcesy. Mountain Dew również zrobił to samo. Obie marki użyły koloru zielonego. Osłabiło to nieco wpływ przesądów.

Później przyszedł FedEx Ground. Ich samochód jest kolejnym przykładem. Dobrze spisał się w NASCAR. Pieniądze są zielone. Taka jest logika. Nie w formie banknotów pięćdziesięciodolarowych.